wtorek, 23 sierpnia 2016

Mój wegetarianizm- reakcje, jadlospis, niedobory- czesc druga.

W poprzednim wpisie (TU: klik), krótko opisałam czym kierowałam się przy wyborze bezmięsnego stylu życia. Dostałam od Was kilka wiadomości, w których pytaliście jak radziłam sobie "z życiem w mięsnym świecie". Dziś postaram się odpowiedzieć :)

Zacznę od najbliższego otoczenia. Myślałam, że obejdzie się bez zbędnych komentarzy, ale okazało się, że niejedzenie mięsa tak bardzo kłóci się z polskim 'stylem życia', że nawet mojej rodzinie ciężko było ten fakt zaakceptować. Ale mimo początkowych komentarzy o jedzeniu trawy, byciu królikiem, czy sugerowaniu, że życie w mieście mi szkodzi (sic!), zawsze mogłam liczyć na dobrze zaopatrzoną lodówkę, czy pyszny, bezmięsny obiad podczas wizyty u rodziców.


Z czym początkowo miałam największy problem? Z dostępnością dań wegetariańskich. Często spotkaniom ze znajomymi towarzyszy jedzenie. Do tej pory nie było zbyt dużego problemu z wyborem. Ale po zmianie nawyków żywieniowych, zaczęły się małe schody. Ze znalezieniem miejsca, w którym mogłam zjeść i ja, i oni. Z wyborem pizzy, bo pizza bez mięsa to przecież nie pizza. Z chodzeniem "w gości", bo gość w dom, Bóg w dom, jedzenia jak dla wojska i wszędzie pełno mięsa. A próbowaliście kiedyś powiedzieć babci "nie"? Bo ja tak i nie wiem czy zrobię to po raz drugi :D 

Nie będę zapewniać, że takie zmiany przychodzą łatwo. Początkowo było trudno. Przez pierwsze kilka tygodni postawiłam na suplementację profilaktyczną. Zdawałam sobie sprawę, że przez niedouczenie może braknąć kilku witamin i minerałów. Zaopatrzyłam się w podwójną dawkę żelaza i kompleks witaminowy. Równocześnie namiętnie czytałam o tym gdzie szukać danych witamin, minerałów i makroelementów. Wielu przeciwników diety bezmięsnej za flagowy argument stawia wyższość białka zwierzęcego nad roślinnym. Znaleźli się jednak tacy, którzy poświęcili czas na badania i wykazali, że nie ma różnicy z jakiego źródła dostarczamy białko. Czy trudno takie znaleźć? Nie. Większość roślin strączkowych jest w stanie pokryć dzienne zapotrzebowanie organizmu na białko. 

Jak zmienił się mój jadłospis? Powtórzę, że zrezygnowałam z mięsa, a nie z produktów takich jak jajka, sery czy mleko, które swoją drogą bardzo łatwo zrobić w domu np. z płatków owsianych. Na ogół nie jadłam zbyt wiele mięsa, więc nie było większych problemów z wykluczeniem go z posiłków. Szynkę zastąpiłam twarożkiem i większą ilością warzyw, a porcję mięsa w obiedzie kotletami sojowymi, lub zupełnym jego pominięciem. Gorszym okazało się pilnowanie składu jedzenia, bo już zawartość barwnika takiego jak koszenila (E120), czy żelatyna, wykluczały produkt z diety. No i nauczyłam się gotować zupy na wywarze warzywnym, a nie mięsnym. Do tego automatycznie zaczęłam jeść więcej sezonowych warzyw i owoców. Nauczyłam się ciekawych przepisów bez użycia mięsa, pojawiło się więcej surówek, sałatek i kolorów. 


Jeżeli nie macie pomysłów na przygotowywanie posiłków, koniecznie zajrzyjcie do Vegenerata oraz na stronę Vegespot.

Pomocnymi przy zdobywaniu wiedzy okazały się grupy zrzeszające wegetarian. Na FB pełno jest takich, które podają ciekawe informacje na temat wegetarianizmu, odsyłają do różnych artykułów, wywiadów. Dodatkowym ich plusem są różne dyskusje wywiązujące się pod publikowanymi postami, czy codzienna dawka informacji z "wegeświata". Sama gorąco polecam stronę "Zostań Wege", mnie bardzo pomogła w stawianiu pierwszych kroków. Jeżeli nie jesteś do końca przekonany do tego sposobu odżywiania lub ciągle się wahasz, polecam Ci 30-dniowe wyzwanie Vivy "Zostań wege na 30 dni". Podając swój adres mailowy przy rejestracji, możesz liczyć na codzienną dawkę pożytecznych informacji żywieniowych, przepisów czy faktów o hodowli zwierząt. Akcja nie gwarantuje, że przestaniesz jeść mięso. Nie taki jej cel. Chodzi o uświadamianie społeczeństwu jak naprawdę wygląda przemysł mięsny i ile korzyści może przynieść wykluczenie mięsa z diety. Po resztę informacji odsyłam na stronę: www.zostanwege.pl i gorąco zachęcam do wzięcia udziału!

czwartek, 11 sierpnia 2016

Mój wegetarianizm- czesc pierwsza

Jeszcze na pierwszym roku studiów, kiedy usłyszałam, że moja koleżanka jest wegetarianką, uważałam to za fanaberię i modę. Bo jak można NIE JEŚĆ MIĘSA? Przecież jem je odkąd przyszłam na świat ( a raczej odkąd zaczęłam przeżuwać), wszyscy w mojej rodzinie je jedzą, nikt nie choruje, jest smaczne, ogólnodostępne. Po prostu JEST. Więc skoro było, myślałam, że będzie.

Jednak im więcej książek o odżywianiu czytałam i im więcej filmów obejrzałam, zaczęło mnie zastanawiać, dlaczego tyle ludzi decyduje się na dietę bezmięsną? Muszą mieć jakiś powód, dla którego tak diametralnie zmieniają swoje życie. A tych jest wiele. Od ideologii, kwestii religijnych, przez wpływ jedzenia mięsa na problemy związane ze środowiskiem, a szczególnie ze zdrowiem. Nie będę zaprzeczać, że jednym z głównych powodów podjęcia przeze mnie próby wykluczenia mięsa z diety, było zdrowie i sprzeciw wobec tego, w jaki sposób traktuje się zwierzęta. Dodam tylko, że większość źródeł, do których miałam dostęp, dotyczyła Stanów Zjednoczonych, gdzie produkcja i technologia różnią się od tych w Polsce. Nie zmienia to jednak faktu, że i w Polsce masowo produkuje się mięso.


A skoro produkcja jest masowa… Kiedy zapytasz dziecko skąd bierze się mięso, odpowie, że ze sklepu. A kiedy Ty pomyślisz o tym skąd bierze się mięso, co przychodzi Ci do głowy? Najprostszy przykład. W dużych hipermarketach, mięso pochodzi głównie od jednej firmy. Ilość tych sklepów w samej Polsce jest bardzo duża. Dostawy są codziennie. Codziennie uzupełniają towar, łącznie z mięsem. ILOŚĆ wyklucza jakość, o tym wiedzieli już dawno. Więc pomyśl, co muszą robić dostawcy, żeby codziennie zaopatrywać hipermarkety w mięso? Nie chcę znać odpowiedzi, bo na samą myśl przechodzą mnie ciarki. Kurczaki rosną w zastraszającym tempie, żeby w kilka tygodni po wykluciu, trafić jako dorodna kura do pudełek. Do paszy dodawane są środki powodujące szybki przyrost masy. Zwierzęta trzymane są w ciasnych klatkach, często chorują. Wymieniać można bardzo długo.

Oczywiście, nie musi martwić Cię to, w jaki sposób traktowane są zwierzęta przeznaczone na ubój. Ale myślę, że wpływ takiego mięsa na Twój organizm ma już znaczenie. Żaden producent nie powie Ci jakim sekretnym składnikiem karmi zwierzęta, że tak szybko rosną. Cały syf, który jest im podawany, trafia później do Twojego brzucha. Różne antybiotyki, chemiczny koktajl. Więc jeżeli nadal będziesz twierdzić, że to, co robią ze zwierzętami nie ma na Ciebie żadnego wpływu, zastanów się choć dwa razy.

Po kilku miesiącach bezmięsnej diety, zaczęłam włączać posiłki mięsne. Ale tym razem, są one z pewnego źródła. Znajomi rodziców mają małą hodowlę, od czasu do czasu zabijają jakieś zwierzę. JEDNO. Które rośnie w naturalnym tempie, jest karmione bez dodatków chemii i żyje w dogodnych warunkach. Mimo to, mięso gości u mnie bardzo rzadko, głównie kiedy jestem u rodziców. Kto spróbował kuchni wegetariańskiej ten wie, że jest ona w stanie zaspokoić wymagania najbardziej wybrednych. 

O tym jak moja decyzja została przyjęta w gronie najbliższych, czy miałam problemy z niedoborami witamin i co jadłam, napiszę w kolejnym poście.

wtorek, 2 sierpnia 2016

Jak spedzam wakacje?

Wakacje to dla mnie najlepsza pora w ciągu roku. Brak obowiązków sprawia, że mam mnóstwo czasu na robienie rzeczy, które chcę. Nie mam wyrzutów sumienia, że siedzę z książką, zamiast uczyć się na kolokwium, czy spędzam cały dzień w basenie, zamiast załatwiać sprawy na mieście.

W wakacje mam czas, żeby pobyć ze sobą. Bardziej dbam o to jak jem, zazwyczaj też więcej ćwiczę. Mam to szczęście, że mieszkam w bardzo pięknej okolicy, więc bieganie czy jazda na rowerze, to sama przyjemność, do której nie trzeba mnie zmuszać. Do tego będę mogła zabrać się za czytanie książek, których stos piętrzy się na półce. Nareszcie wybiorę się na ognisko! Nie mam nic do grillowania, ale najlepsze ziemniaki to właśnie te ogniskowe. Wspominałam o basenie? Trzymam kciuki za pogodę, bo choć na urlop już się nie wybieram, to opalanie w ogródku i relaks w wodzie wcale nie muszą być gorszą alternatywą plaży. Ważne, żeby było ciepło :)


I jeszcze zdjęcia! Odkąd zostałam posiadaczką kija do selfie, doceniłam możliwości jakie daje. Nie śmiejcie się! Może i wygląda to zabawnie z boku, ale daje cudowną perspektywę. Część biega za Pokemonami, a ja, no cóż... Kiedy nie ma żadnego na radarze, fotografuję wszystko dookoła.

Mając więcej wolnego czasu, staram się nie tylko odpoczywać, ale też uczyć. Oprócz typowo kierunkowych zagadnień, sięgam też po te, które pomagają mi się rozwijać. Ostatnio zainteresowały mnie joga, ajurweda, wegetarianizm, medytacje i naturalne metody lecznicze. Dlatego przypuszczam, że to lato będzie owocowało w nowe doświadczenia. Joga zawsze była w kręgu moich zainteresowań, ale do tego czasu nie było okazji, żeby się z nią zapoznać. To lato jest więc idealnym momentem, żeby nauczyć się czegoś nowego.


Jeżeli chodzi o wegetarianizm, to mam za sobą już kilka miesięcy tej przygody, z małą przerwą oczywiście. O tym jak wygląda zmiana nawyków żywieniowych, jak rodzina zareagowała na moją decyzję, i czy w ogóle sprawa jest warta zainteresowania- napiszę niebawem.

W wakacje nie można się nudzić. Dlatego nie wierzę tym, którzy tak narzekają na "nadmiar wolnego czasu". Jeżeli nie masz co robić, to poświęć chwilę i skup się na tym, kim jesteś, jakie są Twoje potrzeby i czego oczekujesz od siebie, otoczenia, życia. Może ten wolny czas będzie tym, czego teraz najbardziej Ci potrzeba. I na pewno nie będzie to czas zmarnowany :)

A przede wszystkim nie wmawiaj sobie, że jesteś za stary na próbowanie nowych rzeczy. Wiek to nie wymówka! Choć jako dzieci uczymy się szybciej, to nie obciach wskoczyć na deskę w wieku 30 lat, czy nauczyć się pływać w wieku 40. Jeżeli coś sprawia Ci przyjemność, to nie rezygnuj z tego przez obawy typu "co ludzie powiedzą".  I tyle. 

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...